Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.
Zaloguj się
Nie pamiętasz hasła? Zarejestruj się
Recenzja ze strony krag_kobiet.pl

Mieszkanie było nieposprzątane, naczynia nieumyte, czytałam!
Piękna, ważna i potrzebna książka, która dla wielu kobiet może być pierwszym albo kolejnym krokiem w kierunku większej akceptacji siebie, miłości do swojego ciała, zrozumienia cyklu, szacunku dla kobiecości.


Kiedy dowiedziałam się, że Natalia Miłuńska (www.miesiaczka.com) napisała książkę o sposobach radzenia sobie z bólem miesiączkowym, pomyślałam – fajnie. Kupię i przeczytam z ciekawości. Bo mnie temat nie dotyczy. Nie mam bolesnych miesiączek. Owszem, czasem gdy byłam nastolatką, a nawet teraz, gdy jestem dorosłą kobietą, bywa że pobolewa mnie brzuch pierwszego czy drugiego dnia. Ale najczęściej nie potrzebuję nawet tabletki przeciwbólowej, wystarczy delikatny masaż podbrzusza i odpoczynek. Nigdy w życiu nie doświadczyłam tego, co jest udziałem wielu kobiet – bólu uniemożliwiającego funkcjonowanie, wymagającego wezwania karetki; bólu, na który pomagają tylko silne leki na receptę; bólu, który w środku nocy zmusza cię do leżenia na płytkach w łazience bo tylko tak i tylko w takiej pozycji nie masz wrażenia, że umierasz; bólu, który ponoć porównywalny jest z tym przy zawale serca. Nigdy nie doświadczyłam upokarzających komentarzy ginekologów „Po ciąży pani przejdzie” czy niezrozumienia partnerów, szefów, współpracowników „Przesadzasz chyba, nie wydziwiaj, nie może aż tak boleć”.

Mnie nigdy aż tak nie bolało. Ale wiem, że może. Tak czy siak, po książkę sięgnęłam z wielkim zainteresowaniem. Obie autorki znam z ich warsztatów w których miałam przyjemność uczestniczyć („Czerwony Namiot” Natalii i „Porozmawiajmy o seksie” Voci). Byłam ciekawa, w jaki sposób podejdą do tematu bolesnych miesiączek, o czym chcą powiedzieć, co przekazać. Wiedziałam, że temat będzie przedstawiony rzetelnie, przystępnie, z empatią. Nie spodziewałam się jednak, że odkryję coś rewelacyjnego, bo – jak wspomniałam – temat bólu mnie bezpośrednio nie dotyczy.

Myliłam się. Odkryłam coś rewelacyjnego. Odkryłam dzięki tej lekturze dużo, bardzo dużo.

Bo ta książka jest o czymś o wiele więcej niż sposobach na radzenie sobie z bólem menstruacyjnym. Ona jest o szacunku do siebie i swojej kobiecości. O szacunku i miłości do ciała, do mądrości którą w sobie ma. O wsłuchiwaniu się w swoje potrzeby, uznawaniu ich ważności. O uczeniu się dbania o siebie i mówienia sobie TAK. O odkrywaniu i przepracowywaniu schematów i przekonań na temat kobiecości. O  I oczywiście – o bólu. O jego przyczynach, tych niemedycznych (większość kobiet skarżących się na bolesne miesiączki jest zdrowa z fizycznego punktu widzenia) i przede wszystkim – to naprawdę jest książka o konkretnych sposobach na uzdrowienie tych przyczyn. Pod koniec każdego z 7 rozdziałów znajdują się propozycje ćwiczeń / zadań które można wykonać by rozpocząć proces przepracowywania przyczyn bólu.

Natalia opowiada o 7 sposobach na bolesne miesiączki:
-odpowiedniej diecie,
-tańcu i ruchu,
-miłości do brzucha i do samej siebie,
-znajomości swojego rytmu i życiu zgodnie z nim,
-umiejętności puszczania kontroli,
-uzdrawianiu doświadczenia pierwszej miesiączki,
-odkrywaniu i transformacji przekazów rodzinnych na temat miesiączki oraz kobiecości.


Przez niektóre rozdziały, na przykład ten o diecie czy ruchu, prześlizgnęłam się, bo wydaje mi się, że mam te tematy dobrze przepracowane i zintegrowane. Ale były też takie rozdziały, które zatrzymały mnie na dłużej. Otworzyły drzwi. Zaprosiły do rozważań. Na przykład o tym, co ja czuję do swojego brzucha i co mi to robi. Jak zapamiętałam pierwszą miesiączkę. Co słyszałam w domu na temat kobiecości i co z tego wynika dla mnie teraz.

Książka jest napisana w formie dialogu pomiędzy Natalią Miłuńską a Vocą Ilnicką, która zadaje pytania, dialogu pomiędzy dwiema Kobietami, Przyjaciółkami. Jest to dialog pełen szacunku, uważności i serdeczności. Miałam poczucie, że siedzę sobie razem z Natalią i Voką, i mogę przysłuchiwać się ich rozmowie, a nawet w niej uczestniczyć. Gdy dziewczyny opowiadały o tym jak ważne jest doświadczenie pierwszej miesiączki, miałam ochotę opowiedzieć im, jak to wyglądało u mnie. Gdy rozmawiały o miłości do brzucha (a raczej braku miłości – o nienawiści do brzucha, którą wiele kobiet w sobie ma), to czułam, że mam im duuuużo do powiedzenia na ten temat. Czasem się nie do końca zgadzałam z tym, co mówią, i to też było okej. Często podczas lektury zatrzymywałam się, odkładałam na chwilę książkę żeby pomyśleć, zapytać siebie – jak to jest u mnie? Co ja na ten temat sądzę? Czy ja tak robię? Co mogę zmienić? Co CHCĘ zmienić? Co czuję, gdy to czytam? A często, czytając przytaczane w książce historie kobiet, czułam wzruszenie, zaskoczenie, niedowierzanie. Często smutek, czasem złość. Czułam też wdzięczność dla mojej mamy. Wreszcie, czułam w sobie chęć zmiany. Chęć nowego podejścia do swojego menstruującego ciała. Uszanowania go, uhonorowania.


Tak się złożyło, że jakiś tydzień po zakończeniu lektury dostałam okres. I to był taki trochę inny okres niż zawsze. Ja już o dawna mam tak, że lubię mieć okres i staram się w tym czasie więcej odpoczywać, nie forsować się podczas pierwszych dwóch dni. Ale tym razem naprawdę były to dni maksymalnie wypełnione uważnością na ciało, na to czego mu trzeba. Bez wyrzutów sumienia. Skończyło się tak, że te dwa dni przespałam. Tuż po powrocie z pracy kładłam się do łóżka i zasypiałam na cztery godziny, potem budziłam się na chwilę, tylko po to by zasnąć znów i przespać całą noc.

Tego potrzebowało moje ciało a ja tego nie kwestionowałam. Mieszkanie było nieposprzątane, naczynia nieumyte. I naprawdę czułam, że jest w porządku. Leżałam i masowałam sobie brzuch. Po raz pierwszy od dawna nie miałam myśli, że tak okropnie wystaje podczas okresu. Po prostu go głaskałam z miłością i to było wspaniałe uczucie. Dałam sobie wszystko czego mi było trzeba. Starałam się puścić wiele rzeczy, wiele emocji które nazbierały się we mnie przez cały – trudny – miesiąc. Zauważyłam, że gdy coś chciałam zatrzymać, to wtedy mój brzuch spinał się i zaczynał boleć. Uczyłam się puszczać podczas tych dwóch dni. Zatrzymywałam się i sprawdzałam na co mam ochotę, co mogę, czego mi trzeba.

A trzeciego dnia miesiączki wstałam rano pełna energii i posprzątałam całe mieszkanie, poszłam na basen i pojechałam na zakupy :) Wiem, że na tę zmianę podejścia złożyło się kilka rzeczy. Tantryczny weekend dla kobiet w którym uczestniczyłam niedawno. To, że zaczęłam używać kubeczka menstruacyjnego zamiast tamponów. I lektura książki „7 skutecznych sposobów na bolesne miesiączki”.

Ja nie wiem czy ta książka jest skuteczną pomocą w radzeniu sobie z bóle miesiączkowym, bo, jak wspomniałam, ten temat mnie nie dotyczy. Wiem natomiast, że jest to piękna, ważna i potrzebna książka, która dla wielu kobiet może być pierwszym albo kolejnym krokiem w kierunku większej akceptacji siebie, miłości do swojego ciała, zrozumienia cyklu, szacunku dla kobiecości.

Magdalena Grabowicz, blogerka
http://www.krag-kobiet.pl

 

do góry
Pokaż pełną wersję strony
Click Shop | Hosting home.pl